Są zaufania, których nie da się kupić. Smok buduje je krok po kroku ❤️

Aktualizacja 29.07.2026
Cześć, tu Smok 🐾
No cóż… chyba moje imię jednak do czegoś zobowiązuje 😼
Nie jestem kotem, który wskakuje na kolana, rozdaje buziaki i mruczy każdemu, kto tylko wyciągnie rękę. Ze mną trzeba się dogadać. A właściwie… najlepiej poczekać, aż to ja zdecyduję, czy w ogóle mam ochotę z kimś rozmawiać.
Na razie mieszkam w hoteliku i wygląda na to, że jeszcze trochę tu zostanę. Moi opiekunowie mają ze mną… powiedzmy… ciekawie. Bo oprócz mojego charakterku dochodzi jeszcze moja długa sierść.
A ta potrafi dać popalić. Regularne wyczesywanie jest konieczne, bo bardzo szybko robią się kołtuny. Problem w tym, że ja nie należę do kotów, które z radością ustawiają się w kolejce do szczotki. Każda taka pielęgnacja wymaga cierpliwości, spokoju i przede wszystkim zaufania, którego nie rozdaje się u mnie za darmo.
Wiecie… życie nauczyło mnie, że nie każdy człowiek ma dobre zamiary.
Dlatego moi opiekunowie pracują ze mną małymi krokami. Niczego nie przyspieszają. Dają mi czas, przestrzeń i pozwalają samemu decydować, kiedy jestem gotowy zrobić kolejny krok.
A ja… po swojemu pokazuję, że to doceniam. Może nie mruczeniem na zawołanie. Może nie przytulaniem. Ale każdego dnia jestem odrobinę spokojniejszy.
Dziękuję Wam za każdą wpłatę, każde udostępnienie i każde dobre słowo. To właśnie dzięki Wam mogę zostać w miejscu, gdzie nikt nie próbuje mnie zmieniać na siłę. Gdzie po prostu uczę się, że świat nie zawsze musi być zły.
No i pamiętajcie… Smoki nie oswajają się w jeden dzień. Ale kiedy już komuś zaufają… to jest naprawdę wielka sprawa ❤️



Przekaż darowiznę z hasłem Puchatek na konto:
MBANK: PL44 1140 2004 0000 3502 8321 7016
SWIFT/BIC: BREXPLPWMBK
Fundacja Kubusia Puchatka
Adama Mickiewicza 3D/2, 57-100 Strzelin
Forma płatności
- Otwórz aplikację mobilną swojego banku, kliknij w ikonę BLIK i wybierz Przelew na telefon
- Wpisz numer telefonu naszej fundacji
882 088 834 - Podaj kwotę wsparcia, potwierdź dane i zaakceptuj mobilną autoryzacją

Aktualizacja 12.05.2026
Smok czuje się zdecydowanie lepiej 🐾💛
Choć przed nim nadal leczenie i dalsza rekonwalescencja, każdego dnia widać małe postępy, które dają ogromną nadzieję. Regularnie przemywana jest jego buzia, a weterynarze cały czas walczą o poprawę stanu jego uzębienia, które przez długi czas sprawiało mu ogromny dyskomfort i ból.
Obecnie Smok przebywa w domowym hoteliku, gdzie może dochodzić do siebie w spokojnych i bezpiecznych warunkach. Powoli zaczyna odzyskiwać spokój, siły i zwykłą radość życia 🏡
Jeśli jego stan będzie dalej się poprawiał, małymi kroczkami zaczniemy rozglądać się za domem stałym. Takim prawdziwym – pełnym cierpliwości, troski i miłości, której tak bardzo potrzebuje 💔
Bardzo dziękujemy każdemu, kto wspiera Smoka i pomaga mu wracać do życia bez bólu 🐱💛
JEGO HISTORIA

Telefon zadzwonił nagle.
Zgłoszenie było krótkie: potrącony kot leży pod drzewem, przy chodniku.
Pojechaliśmy od razu.
Na miejscu okazało się, że to nie był wypadek.
Nikt go nie potrącił.
On tam leżał już od dłuższego czasu.
I umierał… powoli.
To nie samochód go zniszczył.
To był wirus. Potworny wirus i infekcja, które wyniszczały go od środka.
On nie wołał o pomoc.
Bo już nie wierzył, że ktoś przyjdzie.
Leżał pod drzewem.
Przy chodniku, gdzie ludzie mijają się codziennie.
I gasł. Nie nagle. Nie po wypadku. Powoli.
Dzień po dniu jego ciało przestawało walczyć.
Głód zaciskał go od środka.
Pragnienie paliło gardło.
Ból w pyszczku nie pozwalał mu jeść… ani nawet pić.
Więc przestał próbować.
Jego sierść zamieniła się w jeden wielki, ciężki kołtun.
Pod nim nie było już ciała. Były tylko kości.
Kiedy go znaleźliśmy, nie próbował uciekać. Nie podniósł się.
Patrzył.
Tak, jak patrzą istoty, które są już bardzo zmęczone życiem.
Nazwaliśmy go Smok.
Bo tylko ktoś niewyobrażalnie silny mógł przeżyć tyle cierpienia.
W klinice okazało się, jak bardzo był wyniszczony.
Wirus zniszczył jego pyszczek od środka.
Infekcja odbierała mu siły dzień po dniu.
Ból sprawił, że jedzenie stało się niemożliwe.
On nie chudł dlatego, że nie miał jedzenia.
On chudł, bo nie był w stanie go przełknąć.
Wyobraź sobie głód… i jednocześnie brak możliwości zjedzenia czegokolwiek.
To właśnie przeżywał.
Kiedy dostał leki przeciwbólowe… po raz pierwszy jego ciało się rozluźniło.
Jakby powiedział: „już nie boli…”
Teraz leży w klinice. Cicho. Oddycha.
I to jest wszystko, co na tę chwilę ma.
My daliśmy mu szansę.
Ale nie damy rady jej utrzymać bez pomocy.
Bo w takich historiach zawsze przychodzi ten moment, kiedy o życiu nie decyduje już medycyna… tylko pieniądze.
I to jest najgorsze.
Nie chcemy wybierać, komu możemy pomóc, a komu nie.
Nie chcemy patrzeć, jak ktoś odchodzi tylko dlatego, że zabrakło środków.
On już wystarczająco cierpiał.
Jeśli możesz – pomóż.
Jeśli nie możesz – udostępnij.
Może właśnie dzięki Tobie ktoś go zobaczy.
Może właśnie dzięki Tobie ktoś zdecyduje się go uratować.
Bo on sam już o pomoc nie poprosi.





Bądź na bieżąco!
Zapisz się do newslettera.