Nadia już nie płacze… dziś wreszcie mruczy ze szczęścia ❤️ 🐾

Aktualizacja 11.05.2026
Miau… miau… pamiętacie mnie jeszcze? To ja – Nadia ❤️
Pewnie wielu z Was na pierwszy rzut oka nawet by mnie dziś nie poznało. Jeszcze jakiś czas temu byłam cieniem kota… poraniona, chora, przestraszona i samotna. Dziś mam już piękną, zagojoną skórę, miękką sierść i co najważniejsze – mam dom. Swój prawdziwy, bezpieczny dom.
Wiecie… bardzo tęsknię za tym starym. Za swoim panem, którego kochałam całym moim kocim serduszkiem. Wiem już, że nigdy więcej go nie zobaczę. Ogień zabrał mi wszystko – mój kąt, moje życie, mojego człowieka. Czasami jeszcze o nim myślę, kiedy leżę wieczorem wtulona w miękki kocyk. Może kiedyś jeszcze się spotkamy… ale jeszcze nie teraz.
Teraz mam nowe życie. I wiecie co? Mam nawet swoich nowych kumpli! Wyobrażacie sobie? Mieszkam z psem! Ha, ha! Co prawda waży mniej ode mnie, ale nadal jest psem, więc staram się mieć go na oku. No i jest też drugi kot – taki prawdziwy szef całej naszej podwórkowej bandy. Trochę ważniak, ale chyba mnie polubił.
Dużo wycierpiałam. Bardzo dużo. Ale nie chcę już do tego wracać. Nie chcę pamiętać bólu, ran, opatrunków i strachu. Chcę pamiętać tylko to, że kiedy świat mi się zawalił – pojawiliście się Wy.
To Wy daliście mi szansę na życie. To Wy opłaciliście moje leczenie, opatrunki, kroplówki, zabiegi i leki. Każda złotówka, każde udostępnienie, każda wiadomość i każde dobre słowo sprawiły, że mogłam walczyć dalej. Dzięki Wam moje rany się zagoiły, skóra wyzdrowiała, a ja znowu mogę cieszyć się życiem jak zwyczajny kot.
Nie wiem, czy kot potrafi powiedzieć „dziękuję” tak, jak powinien… ale z całego mojego kociego serduszka chcę Wam powiedzieć, że jesteście cudowni. Naprawdę cudowni.
To dzięki Wam dziś zasypiam bez strachu. To dzięki Wam mam pełną miseczkę, ciepły kąt i ludzi, którzy mnie kochają. To dzięki Wam znowu mruczę ❤️
Wysyłam Wam tysiące milionów kocich buziaków i obiecuję, że od czasu do czasu jeszcze się odezwę.
Wasza Nadia
Miau… 🐾
Przekaż darowiznę z hasłem Nadia na konto:
MBANK: PL44 1140 2004 0000 3502 8321 7016
SWIFT/BIC: BREXPLPWMBK
Fundacja Kubusia Puchatka
Adama Mickiewicza 3D/2, 57-100 Strzelin
Forma płatności
- Otwórz aplikację mobilną swojego banku, kliknij w ikonę BLIK i wybierz Przelew na telefon
- Wpisz numer telefonu naszej fundacji
882 088 834 - Podaj kwotę wsparcia, potwierdź dane i zaakceptuj mobilną autoryzacją
(KOSZT 4,92 PLN)
(KOSZT 11,07 PLN)

Aktualizacja 20.04.2026
Nadia każdego dnia pokazuje, czym jest prawdziwa siła i wola życia. Choć jej małe ciało przeszło tak wiele, ona nie poddaje się ani na chwilę. W jej oczach wciąż widać nadzieję – cichą, ale niezwykle silną.
Każdy opatrunek, każdy dotyk lekarza to dla niej kolejne wyzwanie… a mimo to przyjmuje wszystko z niezwykłą cierpliwością. Trudno uwierzyć, skąd bierze w sobie tyle spokoju i zaufania do ludzi, którzy starają się ją uratować. To właśnie ona uczy nas, czym jest odwaga.
Rany powoli się goją, ale droga do pełnego zdrowia wciąż jest długa i wymagająca. Każdy dzień leczenia to kolejny krok – mały, ale bezcenny. Nadia walczy, a my razem z nią.
Nie możemy teraz przestać. To moment, w którym najbardziej potrzebuje wsparcia – aby kontynuować leczenie, aby dać jej szansę na życie bez bólu, na spokojne dni pełne ciepła i bezpieczeństwa.
Pomóżmy jej wygrać tę walkę. Dla Nadii każdy gest ma znaczenie. Każda pomoc to kolejny krok bliżej do zdrowia… i do życia, na jakie zasługuje 💔 🐾



JEJ HISTORIA

Nadia w ogniu śmierci – nie pozwól, by zgasła!” 🔥
Nadia nie powinna żyć.
A jednak żyje.
Przez sześć dni była sama.
Sześć dni w piekle, którego nie da się opisać słowami.
Wśród popiołu, spalonego drewna i ciszy, która boli bardziej niż krzyk.
Gdzie była?
Jak przetrwała?
Jakim cudem jej serce dalej bije?
Nie wiemy.
Wiemy tylko jedno…
Ona wróciła.
Wróciła do miejsca, które kiedyś było jej domem.
Do miejsca, gdzie kiedyś było ciepło.
Gdzie była bezpieczna.
Ale dom już nie istniał.Zostały tylko zgliszcza. Czarny pył. Martwa cisza.
A ona… wróciła tam mimo wszystko. Jakby szukała swojego świata. Jakby nie rozumiała, dlaczego wszystko zniknęło.
Dziś Nadia, nasza Iskierka… walczy o życie. Każdy jej oddech to wysiłek, który rozdziera serce. Każdy ruch to ból, którego nie powinna już czuć żadna istota.
Jej ciało jest poparzone. Od łap… aż po kark. Skóra spalona.
Ciało wyniszczone. Organizm na granicy.
A mimo to…
Ona patrzy.
I w tych oczach… w tych zmęczonych, pełnych bólu oczach…
wciąż jest coś, czego nie zniszczył nawet ogień.
Wola życia.
Kiedy ją znaleziono, nie przypominała już kota.
Była cieniem.
Leżała bez ruchu…
jakby już się poddała.
Cichy, urywany oddech.
Drżące ciało.
Samotność, której nikt nie powinien doświadczać.
Wolontariusze płakali.
Bo czasem łzy są jedyną reakcją, jaka zostaje.
Zabrali karton i ruszyli w stronę kliniki.
Nawet nie chcieli przenosić jej do transportera, by nie sprawić jej większego bólu.
W klinice rozpoczęła się walka.
O każdy oddech.
O każdy kolejny moment.
O życie.
Leki przeciwbólowe.
Antybiotyki.
Kroplówki.
Opatrunki na poparzoną skórę.
Jest iskierka nadziei, jej drogi oddechowe nie zostały poparzone i to jest bardzo dobra wiadomość.
To oznacza, że może żyć.
Że ma szansę.
Ale to dopiero początek.
Bo każdy oddech nadal boli.
Bo jej ciało jest skrajnie odwodnione i wyniszczone.
Nawdychała się wiele dymu i oparów.
Bo przed nią długa, bolesna droga.
A ona… nadal walczy.
Nie poddała się tam.
W ogniu.
W samotności.
W bólu.
Nie poddaje się teraz.
Ale my sami nie damy rady.
Potrzebujemy Waszej pomocy.
Koszty leczenia będą rosły z każdym dniem.
Każda godzina to walka… i kolejne wydatki, których nie jesteśmy w stanie unieść sami.
Dlatego prosimy.
Błagamy.
Pomóżcie nam uratować jej życie.
Każda złotówka to dla niej więcej niż pomoc.
To kolejny oddech.
To kolejna szansa.
To krok bliżej życia, które już raz prawie straciła.
Każde udostępnienie…
to ktoś, kto może ją uratować.
Nadia przetrwała piekło.
Sześć dni wśród zgliszczy nie złamało jej.
Los dał jej drugą szansę.
Ale druga szansa… nie zawsze wystarcza.
Bo teraz…
Teraz wszystko zależy od nas.
Bo gdzieś w tym małym, poranionym ciele…
wśród bólu, strachu i zmęczenia.. wciąż tli się iskra.
Maleńka.
Słaba.
Drżąca…
Ale wciąż żywa.
I tylko od nas zależy…
Czy zamieni się w płomień życia…Czy zgaśnie.
Cicho.
Na zawsze. 💔🔥



Bądź na bieżąco!
Zapisz się do newslettera.