Aktualizacja 20.02.2026
LOS ZNÓW WYSTAWIŁ GO NA PRÓBĘ
Już zaczynaliśmy wierzyć, że najgorsze za nami.
Zefir czuł się lepiej. Jadł samodzielnie. Jego oczy nie były już tak puste. Widzieliśmy ostrożną nadzieję. Myśleliśmy, że w końcu wychodzi na prostą.
I wtedy… krwiomocz powrócił.
To był cios. Strach wrócił ze zdwojoną siłą. Natychmiast, na cito, wykonano pogłębione badania. Lekarze szukali przyczyny, bo coś w jego małym, wycieńczonym organizmie wciąż nie działało tak, jak powinno.
Diagnoza przyszła szybko i była bezlitosna.
W układzie moczowym Zefira znajdował się kamień, którego wcześniej nie udało się dostrzec. Ukryty. Niewidoczny. A jednak powodujący ogromny ból i kolejne krwawienia.
Nie było czasu na zastanawianie się.
Zefir przeszedł pilną operację usunięcia kamienia.

Jesteśmy pełni nadzieji ze j jego organizm zareaguje i udźwignie ten ciężar. Jest osłabiony. Ma za sobą przewlekłe stany zapalne, stres i kolejne interwencje medyczne. Wstrzymujemy oddech. Czekamy. Liczymy każdą godzinę.
To nie jest jeszcze moment ulgi.
To moment niepewności.
Zefir znowu walczy.
A my stoimy przed kolejnym wyzwaniem. Pilna operacja, dodatkowa diagnostyka, hospitalizacja — to wszystko generuje koszty, których nie planowaliśmy. Środki, które mogliśmy przeznaczyć na pomoc Zefirowi, są na wyczerpaniu.
Nie możemy teraz przestać. Nie możemy zostawić go w połowie tej drogi.
Zefir potrzebuje wsparcia bardziej niż kiedykolwiek.
Każda wpłata daje mu szansę. Każde udostępnienie może sprowadzić pomoc.
Prosimy — bądźcie z nim.
On nie ma nikogo poza nami.
Przekaż darowiznę z hasłem ZEFIR na konto:
RATUJĘ ZEFIRA
882 088 834Wyślij SMS o treści
JEGO HISTORIA
Kot Zefir został znaleziony między nadmorskimi uliczkami, przy kawiarniach, gdzie latem wszyscy go znali. W sezonie turystycznym, gdy jest pełno ludzi, bezpańskie koty mają się dobrze — zawsze znajdzie się ktoś, kto je dokarmi, pogłaszcze, zauważy.
Ale gdy przychodzi pochmurna jesień, właściciele restauracji liczą zyski, zamykają lokale i wyjeżdżają… a zwierzęta zostają same. Zapomniane.
Jeden turysta pojechał sprawdzić te rejony, co się tam dzieje poza sezonem .
Najpierw zobaczył ślady krwi na śniegu. Dopiero potem — Zefira. Słabego, cierpiącego, ledwo trzymającego się życia.
Do kliniki trafił w ostatniej chwili.
Wysoka gorączka. Krew w moczu. Silny ból.
Natychmiastowo założono mu cewnik, podano kroplówkę, leki przeciwbólowe, przeciwzapalne i antybiotyki. Teraz lekarze muszą pilnie znaleźć przyczynę krwiomoczu — bez diagnostyki nie ma leczenia, bez leczenia nie ma jutra.

Osoba, która go przywiozła, uważała że wykonała zadanie i nie poczuwała się do odpowiedzialności pokrycia kosztów badania.
Lekarze — jak zawsze — dali z siebie wszystko: serce, pomoc, rabat.
Reszta kosztów spada na nas.
A my… my nie potrafimy powiedzieć „nie”.
Nie kotu, który tyle wycierpiał.
Nie istocie, która nadal ufa człowiekowi, nadal mruczy, nadal wtula głowę w dłoń.
Zefir jest niezwykle czuły, mądry i łagodny. To kot, który mimo porzucenia wciąż kocha.
Potrzebuje wsparcia na diagnostykę, leczenie i dobrą karmę — na szansę, by jego historia nie skończyła się w ciszy zimowej nocy.
Pierwszy cud już się wydarzył — zdążył do kliniki.
Teraz błagamy o kolejny.
Pomóżcie nam uratować Zefira.
A kiedy stanie na łapy — obiecujemy, że poprosimy Was także o pomoc w znalezieniu mu tego jednego, bezpiecznego, prawdziwego domu.
Takiego, w którym już nigdy nie będzie musiał być „sezonowy”.