Twoja pomoc ratuje życie
MBANK PL44 1140 2004 0000 3502 8321 7016
SWIFT/BIC BREXPLPWMBK

Aktualizacja 03.10.2025

Halo halo, tu Simon! 🐱
Ślę Wam głośne, miauczące pozdrowienia z mojego własnego, bezpiecznego miejsca na ziemi. Mamusia śmieje się ze mnie każdego dnia, że jestem mały pedancik 🫧 – bo nic tylko się myję, pucuję i dbam o każdy włosek futerka. No cóż, ktoś musi dbać o kocią elegancję! 🐾😼

A wiecie, jakie jest moje ulubione miejsce w całym domu? 🚪🛁 Tak, zgadliście – łazienka! Dacie wiarę? 😹 Ale co tu się dziwić – to idealna przestrzeń dla dostojnego i eleganckiego kotka jak ja. Tam mogę obserwować, odpoczywać i czuć się jak prawdziwy król mojego królestwa. 

Wiecie co…? Tak naprawdę to wszystko, co mam – ciepło, miłość, bezpieczeństwo i swoją mamusię – zawdzięczam właśnie Wam. Dzięki Waszym dobrym sercom i pomocy udało się, że takie kotki jak ja trafiają do domów pełnych miłości, troski i szczęścia. Bez Was nie byłoby to możliwe, dlatego z całego serduszka mruczę Wam dziękuję 💖

Ściskam Was mocno razem z moją mamusią, która codziennie powtarza, że dzięki mnie jest naprawdę szczęśliwa 🌸💞.

Z kocią gracją, miłością i mruczeniem…
Wasz Simon 🐱💛✨

Przekaż darowiznę z hasłem SIMON na konto:

MBANK: PL44 1140 2004 0000 3502 8321 7016
SWIFT/BIC: BREXPLPWMBK
FUNDACJA KUBUSIA PUCHATKA
Adama Mickiewicza 3D/2, 57-100 Strzelin

RATUJĘ SIMONA

wybierz kwotę

lub

wybierz kwotę

882 088 834

Wyślij SMS o treści

SIMON
NA NUMER 7420(KOSZT 4,92 PLN)
NA NUMER 7901(KOSZT 11,07 PLN)
I KUP TAPETĘ

JEGO HISTORIA

Simon mieszkał ze swoją ukochaną panią na piątym piętrze dziewięciopiętrowego bloku. Zawsze cichy, delikatny, ufny. Miał swój ulubiony parapet na którym drzemał w słońcu. A przede wszystkim miał ją. Starsza kobieta, która była dla niego całym światem. I on dla niej.
Aż pewnego dnia ich świat pękł. Huk. Światła. Krzyki. Kolejny ostrzał miasta. Kobieta wybiegła z mieszkania, szukając schronienia na korytarzu. Balkon pozostał otwarty, był zabezpieczony siatkami, ale niestety i tak stała się tragedia. Najprawdopodobniej z przerażenia i szoku wybiegł na balkon… i skoczył. Spadł z piątego piętra. Cudem nie zginął na miejscu. Nie leżał długo. Ludzie – mimo że sami uciekali, sami drżeli o swoje życie – zatrzymali się. Zobaczyli go. Maleńki, poraniony, ledwo oddychający kot. Ktoś wziął go na ręce. Ktoś inny zawiózł do kliniki. W klinice lekarze nie czekali ani chwili. Wiedzieli, że każda minuta może zdecydować o jego życiu. Simon miał pęknięte podniebienie, złamaną łapkę, prawdopodobnie wstrząs mózgu. Był w szoku. Nie wiedział, gdzie jest. Nie wiedział, czy jeszcze kiedykolwiek zobaczy swoją panią.

A ona – ona już wtedy go szukała. Schodziła po schodach, wołając jego imię, zaglądała pod ławki, między krzaki, z nadzieją, która coraz bardziej gasła. Dopiero wieść od sąsiadów sprawiła, że łzy popłynęły po jej policzkach – bo jej ukochany Siemion się odnalazł. Bo żyje. Ale zaraz potem – przerażenie. Bo leczenie jest kosztowne. A ona sama czeka na operację. Sama ledwo wiąże koniec z końcem. Jak uratować tego, którego się kocha, kiedy nie ma się już nic?
Ale Simon żyje. I to dzięki dobrym ludziom – lekarzom, którzy się nie wahali. Przechodniom, którzy nie przeszli obojętnie.
To, co dzieje się za wschodnią granicą, przekracza ludzką wyobraźnię. Ludzie walczą o życie – swoje, swoich dzieci, sąsiadów, ale też tych cichych, bezbronnych towarzyszy – zwierząt, które nie rozumieją wojny, ale przeżywają ją z całym jej okrucieństwem.
Prosimy Was o pomoc w imieniu Simona i jego właścicielki. To nie jest ich wina, że urodzili się w tym kraju. Pomóżcie nam uratować Simona. Każda złotówka to krok w stronę jego zdrowia. Każde udostępnienie to większa szansa, że ktoś usłyszy jego historię. To nie jest „tylko kot”. To istota, która czuje, cierpi, kocha.
Nie przechodźmy obok tej tragedii obojętnie. Pokażmy, że w czasach, kiedy wszystko się wali – miłość, współczucie i pomoc nie mają granic.
Dla Simona. Dla tych, którzy nie potrafią mówić, ale każdego dnia wołają o nasze wsparcie.