Aktualizacja 07.04.2025
Mamy dla Was wspaniałą wiadomość! Wszystkie szczeniaki przeżyły i wróciły do zdrowia! To dla nas ogromna ulga, bo te małe, bezbronne serca przeszły naprawdę ciężką drogę. Po wielu dniach spędzonych w klinice, możemy powiedzieć, że są silne i gotowe na nowy etap.
Dzięki Waszemu wsparciu udało się uratować te maluchy, a teraz z radością informujemy, że opuszczają klinikę i jadą do domku tymczasowego! To ogromny krok ku lepszemu życiu dla tych cudownych psiaków.
Dziękujemy z całego serca każdemu, kto pomógł, wspierał, trzymał kciuki i wierzył w ich wyzdrowienie. To Wasza pomoc sprawiła, że możemy teraz patrzeć na szczęśliwe szczeniaki. Bez Was nie byłoby to możliwe.
Dziękujemy jeszcze raz i prosimy, abyście dalej trzymali kciuki za te małe serca w ich nowym etapie życia.

Przekaż darowiznę z hasłem SIEROTKI na konto:
RATUJĘ SIEROTKI
882 088 834Wyślij SMS o treści
Aktualizacja 18.03.2025
Wszystkie szczeniaki żyją. To dla nas ogromna ulga, bo te małe, bezbronne serca miały już tak wiele cierpienia.
W tych małych ciałach i brzuszkach, jest tak duża ilość robaków, które z nich non stop wychodzą. Nie miały dobrego startu i są tego teraz rezultaty. To tylko pogłębia naszą troskę i sprawia, że walka o ich zdrowie staje się coraz bardziej skomplikowana.
Szczeniaki cały czas są na kroplówkach wzmacniających, przyjmują leki i antybiotyki. Lekarze robią wszystko, by im pomóc. To długa, trudna droga, ale nie możemy się poddać. Ich stan wciąż jest bardzo poważny, ale dzięki Waszemu wsparciu mamy szansę je uratować.
Dziękujemy Wam za pomoc i każdą formę wsparcia, jaką nam okazujecie. Wspólnie możemy dać im szansę na lepsze życie. Prosimy, nie zostawiajcie ich samych w tej walce – one potrzebują nas bardziej niż kiedykolwiek.
Telefon. Ten dźwięk towarzyszy mi codziennie. Wciąż ktoś dzwoni, ktoś prosi o pomoc, ktoś czegoś potrzebuje. Ale tego telefonu nie zapomnę nigdy. Dźwięczał w mojej głowie długo po tym, jak rozmowa dobiegła końca.
To była nasza wolontariuszka, prawie przyjaciółka. Jej głos drżał, łamał się w płaczu. Z trudem opowiadała mi to, co właśnie zobaczyła.
Była na spacerze ze swoimi psami, gdy nagle usłyszała skowyt. Cichy, przerażający płacz, który przeszywał serce. Poszła za dźwiękiem i nagle… strach ją sparaliżował.
Przed nią leżała martwa suczka. Obok niej kuliło się sześć maleńkich szczeniąt. Patrzyły na nią błagalnie, jakby chciały powiedzieć: „Zróbcie coś z naszą mamusią, ona nie chce wstać”. One jeszcze nie rozumiały, że ona nigdy już się nie podniesie. Że ich świat właśnie runął.
Bez chwili wahania zadzwoniła do męża, który przyjechał, by zabezpieczyć szczeniaki. Nie mogli ich tam zostawić – same, głodne, przerażone, przy ciele matki, która już nie oddychała. Zawieziono je natychmiast do kliniki.
Podejrzenie?
Zatrucie.
Ich mama najprawdopodobniej mogła paść ofiarą trucizny, nie wiadomo, czy maleństwa również są w niebezpieczeństwie. Przecież piły jej mleko…
Szczeniaczki są bardzo słabe. Ich maleńkie ciałka drżą, ich oczka gasną. Czy to trucizna? Czy to głód i wycieńczenie? Lekarze jeszcze tego nie wiedzą, ale będą walczyć. Walczą o te sześć małych istnień, które straciły wszystko. Na tą chwilę ten rachunek mnie przeraża i sama zaczynam wpadać w panikę. To jest dla naszej fundacji nie do udźwignięcia. Potrzebujemy Waszej pomocy. Potrzebujemy mleka, leczenia, badań. Potrzebujemy Waszego wsparcia, by dać im szansę, by wyrwać je śmierci, która tak brutalnie zabrała im matkę.
To jest dla nas ogromny ciężar, ale nie możemy się poddać. One już straciły mamę. Nie pozwólmy, by straciły życie.
Błagamy, pomóżcie nam ocalić te małe, bezbronne serca.