Aktualizacja 06.05.2025
Choć bardzo chcieliśmy napisać Wam inne słowa, choć do ostatnich chwil tliła się w nas nadzieja – dziś z bólem serca musimy przekazać najtrudniejszą wiadomość. Salwik odszedł. Jego wychudzone ciałko, zmęczone cierpieniem i walką o każdy dzień, nie dało rady. Organizm był zbyt wyniszczony, zbyt długo samotny, głodny i chory. Mimo opieki lekarzy, mimo leczenia, mimo ciepła i troski – to było za mało, by cofnąć tygodnie, a może miesiące bólu i strachu. Do samego końca był otoczony czułością. Nie był już sam. Był ktoś, kto go głaskał, mówił do niego spokojnym głosem. Był ktoś, kto trzymał go za łapkę, gdy cicho gasł. Dziękujemy Wam za każdą złotówkę, każde udostępnienie, każde dobre słowo. Dzięki Wam Salwik choć na chwilę zaznał bezpieczeństwa. Nie był tylko cieniem kota ukrytym pod naczepą. Był ważny. Był widziany. Był kochany.
I choć serce pęka, wiemy jedno – nie odszedł niezauważony.
Dziękujemy, że byliście z nim.

Przekaż darowiznę z hasłem SALWIK na konto:
RATUJĘ SALWIKA
882 088 834Wyślij SMS o treści
Salwik był tylko cieniem kota. Chudy, przerażony, skulony pod naczepą ciężarówki. Mógł zniknąć, przepaść jak wiele innych kotów, których nikt nigdy nie zobaczył. Ale ktoś go dostrzegł. Kierowca ciężarówki, który przejeżdża setki kilometrów, na chwilę się zatrzymał – i zauważył jego. Maleńką, wystraszoną istotę, której los nie zostawił nic – oprócz strachu i głodu.
Nie przeszedł obojętnie. Nie chciał go zostawić. Próbował podejść, pomóc. Salwik był jednak tak bardzo nieufny, tak bardzo przestraszony… Uciekał. Każda próba zbliżenia kończyła się fiaskiem. Aż w końcu – po wielu próbach – udało się. Już nie miał siły walczyć. Po prostu się poddał. W klinice weterynaryjnej położono go na poduszce elektrycznej z solarem. Nie uciekał. Nie miał siły. Leżał, jakby pogodzony z tym, co ma nadejść. W trakcie badań lekarz położył na nim dłoń – i poczuł niemal samą kość. Salwik był jak szkielet.
Jego stan jest bardzo poważny. Jego skóra i spojówki są żółte. Prawdopodobnie wątroba odmawia już posłuszeństwa. Konieczna jest pełna diagnostyka, intensywne leczenie, dalszy pobyt w klinice. Walka o życie.
Salwik nie może zostać sam. Już raz był. I niemal tego nie przeżył.
Dziś bardzo potrzebujemy Waszego wsparcia. Każda złotówka ma znaczenie – dosłownie. Utrzymanie w klinice, badania, leczenie – to wszystko przekracza nasze możliwości. Ale nie potrafimy powiedzieć „nie”, kiedy przed nami leży istota, która już się nie broni, która tylko cicho błaga, by nie bolało, by jeszcze trochę…
Salwik nie poprosi sam o pomoc. Ale my prosimy – w jego imieniu.
Pomóżcie mu, prosimy z całego serca. Bo przecież każde życie ma znaczenie.