Twoja pomoc ratuje życie
MBANK PL44 1140 2004 0000 3502 8321 7016
SWIFT/BIC BREXPLPWMBK

Aktualizacja 14.01.2026

Rany Sali goją się dosłownie jak na psie. Proces gojenia przebiega sprawnie, bez komplikacji, a każdy kolejny dzień przynosi wyraźną poprawę.
Lekarze są bardzo zadowoleni z postępów. Codzienne opatrywanie, leczenie i troskliwa opieka przynoszą efekty, na które wszyscy czekaliśmy.
My jesteśmy ogromnie szczęśliwi.
Dzięki Waszemu wsparciu i środkom lekarze mieli większy wachlarz możliwości pomocy. Dziękujemy Wam z całego serca ❤️
I bardzo prosimy — trzymajcie dalej kciuki za Sali.
Jeszcze chwila, jeszcze trochę drogi przed nią… ale dziś wiemy, że idzie w dobrą stronę. 🐾🙏

Przekaż darowiznę z hasłem SALI na konto:

MBANK: PL44 1140 2004 0000 3502 8321 7016
SWIFT/BIC: BREXPLPWMBK
FUNDACJA KUBUSIA PUCHATKA
Adama Mickiewicza 3D/2, 57-100 Strzelin

RATUJĘ SALI

wybierz kwotę

lub

wybierz kwotę

882 088 834

Wyślij SMS o treści

SALI
NA NUMER 7420(KOSZT 4,92 PLN)
NA NUMER 7901(KOSZT 11,07 PLN)
I KUP TAPETĘ

JEJ HISTORIA

Sali…
To imię powinno kojarzyć się z ciepłem, bezpieczeństwem, spokojnym snem u czyjegoś boku.
Tymczasem jej historia zaczyna się na zimnym, wiejskim targowisku, przy rozpadającej się budzie, pośród hałasu, obojętności i ludzkich spojrzeń, które odwracały się zbyt szybko.
Leżała tam sama. Złamana bólem, strachem i ciszą. Już z daleka było widać, że to pies, który umiera. Na jej szyi była potworna, szarpana rana. Skóra nie chroniła już jej ciała – zwisała bezwładnie, odsłaniając to, czego żadne żywe stworzenie nie powinno doświadczać. Z rany sączyła się wydzielina, a w powietrzu unosił się zapach gnicia– zapach długiego cierpienia, zapomnienia i samotności.
Sali była tak słaba, że nie miała siły stać. Każdy oddech był wysiłkiem. Każda minuta – walką. Gdyby nikt się nie zatrzymał… Gdyby jedna osoba z wielkim sercem i empatią się nad nią nie pochyliła.

Niewiadomo ile jeszcze by konała w tych cierpieniach.
Po znalezieniu, od razu została zabrana do kliniki. Czas uciekał, a życie Sali wisiało na włosku.
Weterynarze udzielili jej pierwszej pomocy, podali leki przeciwbólowe i zaczęła się diagnostyka. Zdjęcie rentgenowskie wykazało, że jest szansa. Zapadła decyzja, która nie znosiła zwłoki – natychmiastowy zabieg.
Do późnego wieczora lekarze walczyli o nią z całych sił. To była długa operacja, pełna napięcia i strachu. Rana była silnie zainfekowana – Sali nosiła ją na sobie od dłuższego czasu, w ciszy, bez pomocy, bez czyjejkolwiek troski.
Nie wiemy, co dokładnie ją spotkało.
Ale wiemy, że ktoś pozwolił jej cierpieć.
Dziś Sali żyje. Oddycha. Patrzy na człowieka z nieśmiałą nadzieją, jakby pytała: czy teraz już będzie inaczej?
Ale jej walka jeszcze się nie skończyła.
Natychmiastowa operacja kosztowała krocie, a przed nami batalia o lepsze jutro dla Sali. Potrzebne jest dalsze leczenie, pobyt pod stałą opieką lekarzy, codzienne opatrywanie rany, leki, suplementy, specjalistyczna karma, która pomoże jej wyniszczonemu ciału wrócić do życia.
Błagamy – pomóżcie Sali.
Każda złotówka to dla niej coś więcej niż pieniądz. To opatrunek na ból. To dzień bez cierpienia. To krok bliżej do świata, w którym pies nie musi umierać w samotności.
Ratujmy tę maleńką, poranioną duszę razem 🙏