Aktualizacja 27.05.2025
Nie lubimy przekazywać takich wiadomości, nie mamy słów, by opisać ból, który dziś czujemy. Ostatnie, bijące serduszko zatrzymało się. Mimo ogromnej walki, mimo opieki lekarzy, troski i miłości – nie udało się…
Sunia odeszła za tęczowy most, do swojego rodzeństwa, które czekało już po drugiej stronie. Teraz są razem – wolne od bólu, cierpienia i strachu.
Nasze serca są złamane. Lekarze walczyli o każde z nich, z całych sił, do ostatniej chwili.
Dziękujemy Wam za każdą pomoc, każde dobre słowo, każde wsparcie, które dawało siłę, by nie przestawać wierzyć. Choć finał tej historii nie jest taki, jakiego wszyscy pragnęliśmy, jesteśmy wdzięczni, że nie były same – miały nas, miały Was.

Przekaż darowiznę z hasłem PUPPIES na konto:
RATUJĘ PUPPIES
882 088 834Wyślij SMS o treści
Aktualizacja 23.05.2025
Oczy znów pełne łez, serce pęka. Choć z całych sił walczyliśmy o każde maleństwo, cztery serduszka przegrały swoją najważniejszą walkę. Mimo wszystkich starań lekarzy, przestały bić… Nie da się opisać bólu, który czujemy.
Z całej szczenięcej rodziny został tylko jeden maluszek. Jeden wojownik. Mały, kruchy, ale dzielny. Walczy dalej, a my walczymy razem z nim. Nie poddamy się, bo w tym jednym, bijącym serduszku jest cała nadzieja – na to, że okrucieństwo, które ich spotkało, nie będzie ostatnim rozdziałem tej historii.
Błagamy zostańcie z nim. Każda pomoc, każde wsparcie jest teraz jak tlen.
Oczy zalane łzami, serce roztrzaskane w drobny mak. Bo jak inaczej można zareagować, patrząc na sześć niewinnych istnień, wyrzuconych jak śmieci? Jak trzeba być okrutnym, zimnym, pozbawionym jakiejkolwiek empatii, żeby wrzucić do śmietnika worek, w którym nie ma odpadków, ale drżące, żywe maleństwa – szczeniaki. Bezbronne i ciche.
To nie człowiek. To nie istota rozumna. To bestia.
Nie prosiły o życie. Nie miały szansy nawet otworzyć oczu, poczuć matczynego ciepła, usłyszeć bicia jej serca. Ktoś odebrał im wszystko – brutalnie, bezmyślnie. Wystarczyło wykonać jeden prosty, odpowiedzialny krok – wysterylizować suczkę. I nie byłoby tej tragedii, nie byłoby śmierci, nie byłoby tego bólu. Jednemu z maluszków nie udało się przeżyć. Udusił się w worku, zanim został znaleziony. Ile kosztowało go to cierpienia? Nie dowiemy się nigdy. I nigdy tego nie zapomnimy.
Zostaliśmy z pięciorgiem. Pięć drobnych ciałek, pięć bijących serduszek. Teraz wszystko zależy od nas. Karmienie co dwie godziny, masowanie brzuszków, pilnowanie temperatury, czuwanie dniami i nocami. Bez przerwy. Bo każde z nich to życie, które zasługuje na szansę.
Wiemy, że nie wszyscy zrozumieją. Że będą mówić: po co to ratować, przecież tyle jest innych, które czekają. Że są ślepe, kruche, że może się nie uda. Ale my nie możemy ich skreślić. Skoro los postawił je na naszej drodze, to znaczy, że mamy zawalczyć. I to robimy. Dlatego błagamy – pomóżcie nam dać im szansę. Potrzebujemy mleka modyfikowanego, podkładów, lamp, elektrycznych mat. Potrzebujemy odrobiny ciepła, które choć w najmniejszym stopniu zastąpi im matkę, którą tak brutalnie im odebrano. Niech ten akt okrucieństwa nie będzie końcem ich historii. Niech będzie początkiem walki o ich życie. Bo każde z tych maleństw zasługuje na miłość. Tak po prostu.