Pedro został znaleziony na ulicy. Leżał w bezruchu, potrącony przez samochód, samotny i bezbronny. Dostrzegła go kobieta, która zatrzymała się, bo serce nie pozwoliło jej jechać dalej. Chciała pomóc, ale Pedro był przerażony. Cierpiał tak bardzo, że jego jedyną obroną stał się atak. Szczerzył zęby, próbował kąsać, rzucał się, jakby każdy ruch mógł być kolejnym ciosem. Nie wiedział, że kobieta, która się zbliża, chce mu uratować życie. Kobieta wezwała naszych zaprzyjaźnionych wolontariuszy. Przyjechali natychmiast. Musieli zabezpieczyć Pedro tak, jak potrafili najlepiej — delikatnie, ale stanowczo, by nie zrobił sobie i im jeszcze większej krzywdy. Zawinęli go w koc, choć rzucał się przerażony. I jak tu się dziwić? Każdy dotyk musiał palić jak ogień. W klinice natychmiast wykonano rutynowe badania krwi. Wyniki były druzgocące — funkcja wątroby przekroczona dwudziestokrotnie ponad normę. Gdyby nie trafił do lekarzy w tamtej chwili… Pedro by nie przeżył… Wszechświat czasami znajduje dziwne sposoby, by kogoś uratować. Zdjęcia RTG wykazały kolejną tragedię — złamaną kość miednicy. Operacja? Niemożliwa dopóki nie zostanie ustabilizowany jego stan. Jego organizm pracuje na granicy wyczerpania.

Pedro odmawia jedzenia. Nie wiemy czy odmowa jedzenia jest spowodowana szokiem, czy problemami z wątrobą, a może obie te rzeczy nałożyły się na siebie na raz?
A strach… Strach sprawia, że atakuje wszystko, co się poruszy. Nie dlatego, że jest zły. Dlatego, że nie zna niczego innego, a może jest to przejściowe?
Nie znamy jego przeszłości. Nie wiemy, jakich ludzi spotkał i jakiego bólu doświadczył. Wiemy tylko jedno — Pedro cierpi. I sam nie potrafi sobie pomóc.
Chcemy przywrócić mu zdrowie i poczucie bezpieczeństwa. Bo na pomoc zasługują nie tylko słodkie, merdające ogonkiem szczeniaki, które ufają każdemu człowiekowi. Zasługują na nią także takie psy jak Pedro — zagubione, chore, przerażone, skrzywdzone. One najbardziej potrzebują dobrej ręki.
Ale sami nie damy rady.
Pedro musi zostać w klinice. Potrzebuje leków, suplementów, specjalistycznej opieki, wysokiej jakości karmy, a w końcu również operacji złamanej miednicy. Każdy dzień to walka o oddech, o szansę, o jutro.
Prosimy. Błagamy o pomoc.
Każda złotówka to krok w stronę życia, w stronę świata, który po raz pierwszy nie boli.
Nie pozwólmy, aby historia Pedro zakończyła się na ulicy, tam gdzie się zaczęła.
Dajmy mu przyszłość — razem.
Przekaż darowiznę z hasłem PEDRO na konto:
RATUJĘ PEDRO
882 088 834