Aktualizacja 14.01.2026
Tak bardzo się cieszyliśmy, Pedro znalazł domek — miejsce, w którym był ważny, chciany, otoczony troską. Nawet nie zdążyliśmy Wam o tym powiedzieć…
Podczas ostatnich badań lekarze powiedzieli, że rokowania nie są dobre, pojawiła się niewydolność wątroby. Nastawiali na to, że ludzie, którzy go adoptują muszę wykorzystać czas na 100 %. Wiedzieliśmy, że jest źle, ale nie byliśmy gotowi na to, że stanie się to tak szybko.
Bardziej obawialiśmy się problemów z wątrobą, a to Twoje serduszko nie wytrzymało. Odszedłeś nagle, po cichu… na zawał, na rękach tych, którzy Cię przygarnęli.
Kochany Pedro, tak bardzo nam przykro, że nie ma Cię już z nami.
Że Twoja historia zakończyła się właśnie teraz, gdy zaczynała się nowa.
Jedynym promykiem światła w tym ogromnym smutku jest to, że nie byłeś sam.

Że zaznałeś ludzkiej miłości.
Ciepła dłoni.
Spokoju.
Że ktoś był przy Tobie z troski i czułości.
Cieszymy się, że zaznałeś świątecznej atmosfery, przeżyłeś przygotowania, gwar, prezenty i ubieranie choinki.
To trudne dla nas wszystkich.
Ale chcemy wierzyć, że odszedłeś spokojnie.
Że już nic nie bolało.
Żegnaj, Pedro.
Na zawsze w naszych sercach 🤍
Przekaż darowiznę z hasłem PEDRO na konto:
RATUJĘ PEDRO
882 088 834Wyślij SMS o treści
Aktualizacja 27.12.2025
Pedro nadal przebywa w klinice pod stałą opieką lekarzy i jest intensywnie leczony. Z każdym dniem widać małe, ale bardzo ważne postępy. Nie leży już w bezruchu — podnosi głowę, reaguje na dźwięki i wykazuje coraz większe zainteresowanie otoczeniem. To dla nas ogromna nadzieja i znak, że walczy. Co bardzo ważne, wcześniejsze objawy agresji u Pedro odeszły już w zapomnienie. To nie jest ten sam pies. Jego reakcje musiały być wynikiem bólu i ogromnego strachu — dziś Pedro jest spokojny, łagodny i przyjazny wobec ludzi. Przed nim wciąż długa droga do pełni sił, ale idzie nią krok po kroku, a my jesteśmy przy nim na każdym etapie. Prosimy, trzymajcie za niego dalej kciuki. Każda dobra myśl i każde wsparcie naprawdę mają znaczenie.
Aktualizacja 15.12.2025
Stan Pedro udało się ustabilizować na tyle, że weterynarze mogli przeprowadzić bezpieczną operację. Nie można było już dłużej czekać – badania były zadowalające i pozwoliły podjąć ten ważny krok.
Pedro jest już po zabiegu, który przebiegł pomyślnie. Przebywa pod czujną opieką lekarzy.
Dziękujemy Wam za każde wsparcie i prosimy o dalszą pomoc – trzymajcie mocno kciuki za Pedro, bo przed nim jeszcze długa droga.

JEGO HISTORIA
Pedro został znaleziony na ulicy. Leżał w bezruchu, potrącony przez samochód, samotny i bezbronny. Dostrzegła go kobieta, która zatrzymała się, bo serce nie pozwoliło jej jechać dalej. Chciała pomóc, ale Pedro był przerażony. Cierpiał tak bardzo, że jego jedyną obroną stał się atak. Szczerzył zęby, próbował kąsać, rzucał się, jakby każdy ruch mógł być kolejnym ciosem. Nie wiedział, że kobieta, która się zbliża, chce mu uratować życie. Kobieta wezwała naszych zaprzyjaźnionych wolontariuszy. Przyjechali natychmiast. Musieli zabezpieczyć Pedro tak, jak potrafili najlepiej — delikatnie, ale stanowczo, by nie zrobił sobie i im jeszcze większej krzywdy. Zawinęli go w koc, choć rzucał się przerażony. I jak tu się dziwić? Każdy dotyk musiał palić jak ogień. W klinice natychmiast wykonano rutynowe badania krwi. Wyniki były druzgocące — funkcja wątroby przekroczona dwudziestokrotnie ponad normę. Gdyby nie trafił do lekarzy w tamtej chwili… Pedro by nie przeżył… Wszechświat czasami znajduje dziwne sposoby, by kogoś uratować. Zdjęcia RTG wykazały kolejną tragedię — złamaną kość miednicy. Operacja? Niemożliwa dopóki nie zostanie ustabilizowany jego stan. Jego organizm pracuje na granicy wyczerpania.

Pedro odmawia jedzenia. Nie wiemy czy odmowa jedzenia jest spowodowana szokiem, czy problemami z wątrobą, a może obie te rzeczy nałożyły się na siebie na raz?
A strach… Strach sprawia, że atakuje wszystko, co się poruszy. Nie dlatego, że jest zły. Dlatego, że nie zna niczego innego, a może jest to przejściowe?
Nie znamy jego przeszłości. Nie wiemy, jakich ludzi spotkał i jakiego bólu doświadczył. Wiemy tylko jedno — Pedro cierpi. I sam nie potrafi sobie pomóc.
Chcemy przywrócić mu zdrowie i poczucie bezpieczeństwa. Bo na pomoc zasługują nie tylko słodkie, merdające ogonkiem szczeniaki, które ufają każdemu człowiekowi. Zasługują na nią także takie psy jak Pedro — zagubione, chore, przerażone, skrzywdzone. One najbardziej potrzebują dobrej ręki.
Ale sami nie damy rady.
Pedro musi zostać w klinice. Potrzebuje leków, suplementów, specjalistycznej opieki, wysokiej jakości karmy, a w końcu również operacji złamanej miednicy. Każdy dzień to walka o oddech, o szansę, o jutro.
Prosimy. Błagamy o pomoc.
Każda złotówka to krok w stronę życia, w stronę świata, który po raz pierwszy nie boli.
Nie pozwólmy, aby historia Pedro zakończyła się na ulicy, tam gdzie się zaczęła.
Dajmy mu przyszłość — razem.