Twoja pomoc ratuje życie
MBANK PL44 1140 2004 0000 3502 8321 7016
SWIFT/BIC BREXPLPWMBK

Aktualizacja 20.04.2026

Nadia każdego dnia pokazuje, czym jest prawdziwa siła i wola życia. Choć jej małe ciało przeszło tak wiele, ona nie poddaje się ani na chwilę. W jej oczach wciąż widać nadzieję – cichą, ale niezwykle silną.

Każdy opatrunek, każdy dotyk lekarza to dla niej kolejne wyzwanie… a mimo to przyjmuje wszystko z niezwykłą cierpliwością. Trudno uwierzyć, skąd bierze w sobie tyle spokoju i zaufania do ludzi, którzy starają się ją uratować. To właśnie ona uczy nas, czym jest odwaga.

Rany powoli się goją, ale droga do pełnego zdrowia wciąż jest długa i wymagająca. Każdy dzień leczenia to kolejny krok – mały, ale bezcenny. Nadia walczy, a my razem z nią.

Nie możemy teraz przestać. To moment, w którym najbardziej potrzebuje wsparcia – aby kontynuować leczenie, aby dać jej szansę na życie bez bólu, na spokojne dni pełne ciepła i bezpieczeństwa.

Pomóżmy jej wygrać tę walkę. Dla Nadii każdy gest ma znaczenie. Każda pomoc to kolejny krok bliżej do zdrowia… i do życia, na jakie zasługuje 💔 🐾

Przekaż darowiznę z hasłem NADIA na konto:

MBANK: PL44 1140 2004 0000 3502 8321 7016
SWIFT/BIC: BREXPLPWMBK
FUNDACJA KUBUSIA PUCHATKA
Adama Mickiewicza 3D/2, 57-100 Strzelin

RATUJĘ NADIĘ

wybierz kwotę

lub

wybierz kwotę

882 088 834

Wyślij SMS o treści

NADIA
NA NUMER 7420(KOSZT 4,92 PLN)
NA NUMER 7901(KOSZT 11,07 PLN)
I KUP TAPETĘ

JEJ HISTORIA

Nadia w ogniu śmierci – nie pozwól, by zgasła!” 🔥

Nadia nie powinna żyć.
A jednak żyje.
Przez sześć dni była sama.
Sześć dni w piekle, którego nie da się opisać słowami.
Wśród popiołu, spalonego drewna i ciszy, która boli bardziej niż krzyk.
Gdzie była?
Jak przetrwała?
Jakim cudem jej serce dalej bije?
Nie wiemy.
Wiemy tylko jedno…
Ona wróciła.
Wróciła do miejsca, które kiedyś było jej domem.
Do miejsca, gdzie kiedyś było ciepło.
Gdzie była bezpieczna.

Ale dom już nie istniał.Zostały tylko zgliszcza. Czarny pył. Martwa cisza.

A ona… wróciła tam mimo wszystko. Jakby szukała swojego świata. Jakby nie rozumiała, dlaczego wszystko zniknęło.

Dziś Nadia, nasza Iskierka… walczy o życie. Każdy jej oddech to wysiłek, który rozdziera serce. Każdy ruch to ból, którego nie powinna już czuć żadna istota.
Jej ciało jest poparzone. Od łap… aż po kark. Skóra spalona.
Ciało wyniszczone. Organizm na granicy.
A mimo to…
Ona patrzy.
I w tych oczach… w tych zmęczonych, pełnych bólu oczach…
wciąż jest coś, czego nie zniszczył nawet ogień.
Wola życia.
Kiedy ją znaleziono, nie przypominała już kota.
Była cieniem.
Leżała bez ruchu…
jakby już się poddała.
Cichy, urywany oddech.
Drżące ciało.
Samotność, której nikt nie powinien doświadczać.
Wolontariusze płakali.
Bo czasem łzy są jedyną reakcją, jaka zostaje.
Zabrali karton i ruszyli w stronę kliniki.
Nawet nie chcieli przenosić jej do transportera, by nie sprawić jej większego bólu.
W klinice rozpoczęła się walka.
O każdy oddech.
O każdy kolejny moment.
O życie.
Leki przeciwbólowe.
Antybiotyki.
Kroplówki.
Opatrunki na poparzoną skórę.
Jest iskierka nadziei, jej drogi oddechowe nie zostały poparzone i to jest bardzo dobra wiadomość.
To oznacza, że może żyć.
Że ma szansę.
Ale to dopiero początek.
Bo każdy oddech nadal boli.
Bo jej ciało jest skrajnie odwodnione i wyniszczone.
Nawdychała się wiele dymu i oparów.
Bo przed nią długa, bolesna droga.
A ona… nadal walczy.
Nie poddała się tam.
W ogniu.
W samotności.
W bólu.
Nie poddaje się teraz.
Ale my sami nie damy rady.
Potrzebujemy Waszej pomocy.
Koszty leczenia będą rosły z każdym dniem.
Każda godzina to walka… i kolejne wydatki, których nie jesteśmy w stanie unieść sami.
Dlatego prosimy.
Błagamy.
Pomóżcie nam uratować jej życie.
Każda złotówka to dla niej więcej niż pomoc.
To kolejny oddech.
To kolejna szansa.
To krok bliżej życia, które już raz prawie straciła.
Każde udostępnienie…
to ktoś, kto może ją uratować.
Nadia przetrwała piekło.
Sześć dni wśród zgliszczy nie złamało jej.
Los dał jej drugą szansę.
Ale druga szansa… nie zawsze wystarcza.
Bo teraz…
Teraz wszystko zależy od nas.
Bo gdzieś w tym małym, poranionym ciele…
wśród bólu, strachu i zmęczenia.. wciąż tli się iskra.
Maleńka.
Słaba.
Drżąca…
Ale wciąż żywa.
I tylko od nas zależy…
Czy zamieni się w płomień życia…Czy zgaśnie.
Cicho.
Na zawsze. 💔🔥