Aktualizacja 13.09.2024
Kochani, kilka miesięcy temu, dzięki Waszej pomocy, udało nam się uratować życie małego szczeniaczka porzuconego w kartonie. Michaś, bo to o nim mowa, szybko podbił Wasze serca i znalazł nowy domek.
Okazuje się jednak, że psiak wyrósł na niezłego urwisa. Poza wytarzaniem się w błocie, o którym opowiadaliśmy Wam poprzednio, psiak wykręcił ostatnio kolejny numer. Chcąc odpocząć od wysokich temperatur na zewnątrz Michaś chował się w kotłowni, w której zawsze panował przyjemny chłodek. Jego Państwo nie podejrzewali niczego złego, dopóki nie zobaczyli, że wszystkie kable mają całkowicie pogryzioną izolacje 😅😅😅
Pieskowi na szczęście nic się nie stało, jednak jego rodziców, poza stresem, kosztowało to nie mało pieniędzy. Szybko odkryli jednak, że nie są w stanie gniewać się na Michasia. Psiaczek zrobił tylko słodką minę i od razu ich rozbroił. Teraz jednak nie ma już wstępu do kotłowni 😆😆
Aktualizacja 18.06.2024
Czołem przyjaciele!
Pamiętacie mnie jeszcze? Z tej strony Michaś, niedawno pomogliście mnie uratować gdy byłem bardzo chory. Bardzo Wam za to dziękuję.
Od tego czasu sporo się pozmieniało, nowi państwo przygarnęli mnie do swojego domu. Ogólnie wszystko jest super. Ciągle mnie głaszczą, dużo karmią i przytulają. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie to co stało się dzisiaj.
Gdy na zewnątrz spadł deszcz chciałem się trochę pobawić i cały wytarzałem się w błocie. To jedna z moich ulubionych rzeczy! Z jakiegoś powodu teraz moi nowi państwo chcą mnie umyć. Tragedia! Czym zasłużyłem sobie na taki los?
Pozdrawiam Was wszystkich i jeszcze raz dziękuję za pomoc, kiedy źle się czułem.
Michaś

Aktualizacja 31.05.2024
Moi drodzy, bardzo dziękujemy Wam za ratunek dla Michasia. Piesek po ciężkiej walce z chorobą nareszcie może odetchnąć i z uśmiechem na pyszczku opuścić klinikę. Nasz bohater trafił teraz do nowego domu stałego, w którym w spokoju będzie mógł dorastać z daleka od chorób i trosk. Jak zresztą widać na zdjęciach od jego nowych państwa, Michaś rośnie jak na drożdżach 😊
Jeszcze raz dziękujemy za to co zrobiliście dla tego maluszka. Bez Waszej pomocy parwowiroza pokonałaby jego malutkie ciało i teraz nie moglibyśmy napisać Wam tak wspaniałych wieści. Wasze wsparcie okazało się nieocenione. Dziękujemy.
Dagmara

Przekaż darowiznę z hasłem MICHAŚ na konto:
WSPIERAM MICHASIA
882 088 834Wyślij SMS o treści
Aktualizacja 15.05.2024
Kochani, jak na razie udało mi się wpłacić kolejne raty za leczenie Michasia. Zebrane dotychczas pieniądze nie starczą na długo, ale to zawsze coś, przynajmniej na chwilę.
Maluszek cały czas leży pod kroplówką, nadal nie chce jeść, a jego stan nie ulega niestety żadnej znaczącej poprawie. W jego oczach widać jednak nadzieję, piesek ma wolę walki i widać, że tak łatwo się nie podda. Sam jednak nie da rady. Szczeniaczek potrzebuje naszej pomocy.
Z całego serca proszę Was o dalsze wsparcie dla małego Michasia. Już raz został porzucony przez ludzi. Jeżeli to się powtórzy to tym razem piesek nie wyjdzie z tego cało. Nie pozwólmy, żeby doświadczył tego tragicznego losu. Tylko razem mamy szansę na uratowanie Michaszka.
Dagmara
Aktualizacja 13.05.2024
Okrutni właściciele porzucili Michasia w kartonie jak niepotrzebnego śmiecia zostawiając go na pewną śmierć. Parwowiroza poczyniła już duże szkody w jego malutkim organizmie. Psiak jest bardzo osowiały i słania się na swoich małych łapkach. Nie ma ochoty nawet jeść ani pić. Jeżeli chcemy go uratować musimy działać natychmiast.
Przez cały weekend Michaś leżał pod kroplówkami. Wydałam na nie ostatnie pożyczone od przyjaciółki pieniądze. Dziś rano zadzwonili do mnie z kliniki z informacją, że stan maluszka na razie się nie poprawia. I że jeszcze dwa – trzy dni musi być pod kroplówką. Ja już mam tam i tak długi.
Lekarz powiedział, że daje teraz ostatnią kroplówkę. Następnej nie da, dopóki nie wpłacę 250 złotych. Może dla niektórych ludzi to nieduża kwota. Ale ja już nie mam skąd pożyczyć. Bez naszej pomocy maleńki Michaś umrze. Błagam Was, zróbmy coś dla tego szczeniaczka.
Dagmara
JEGO HISTORIA
Michaś został znaleziony w kartonie porzuconym pod bramą pewnej kobiety. Gdy wychodziła zobaczyła dziwny pakunek, w którego środku nie było nic poza małą, puchatą kuleczką. Piesek od samego początku był przyjazny, ale mocno osowiały, co jest dość dziwne jeśli mowa o szczeniaku. Brakowało mu młodzieńczego wigoru.
Odebrałam telefon i bardzo się zmartwiłam, a serce kolejny raz mnie zakuło, gdy dowiedziałam się, że bezbronne psie dziecko zostało potraktowane jak niepotrzebny śmieć. Cały czas zastanawiam się jak można w tak okrutny sposób traktować zwierzątka, które w pełni ufają swoim opiekunom i nie widzą poza nimi świata. Przecież to nie jest przedmiot, tylko żywe stworzenie, które czuje tak samo jak my! Kobieta przywiozła Michasia do wskazanej przeze mnie lecznicy, a lekarze zajęli się malutkim, zdezorientowanym i ledwo trzymającym się na łapkach psiaczkiem. Okazało się, że był bardzo zaniedbany i od urodzenia nikt nie przejmował się jego losem. Niestety z badań wyszło, że piesek chory jest na parwowirozę.
Łzy same napływają mi do oczu, przecież można było tego uniknąć… wystarczyłaby szczepionka. Czy to tak wiele? Zadbać o istotkę, którą się oswoiło i dało nadzieję na kochający dom? Piesek bardzo szybko się męczy i praktycznie cały czas by odpoczywał, co w ogóle nie pasuje do typowego charakteru szczeniaczka. Niestety pojawiła się też biegunka i wymioty, a ze względu na złe samopoczucie Michaś nie ma ochoty na jedzenie. Jego ciałko jest odwodnione, dostał już kroplówkę, ale to dopiero początek leczenia.
Bardzo proszę Was o wsparcie, nie możemy pozwolić, żeby Michaś umarł, przecież on niedawno się urodził i dopiero zaczął poznawać otaczający go świat. Wydałam już wszystkie środki jakie miałam, aby zdiagnozować Michasia. Jednak to jest za mało, biedaczek potrzebuje stałej opieki lekarskiej, musi być izolowany od reszty zwierząt, ponieważ parwowiroza jest wysoce zakaźna. Nie dam rady za to wszystko sama zapłacić… Dlaczego leczenie zwierząt musi być tak kosztowne? Błagam Was o pomoc! Martwię się co będzie jutro czy za dwa dni… To wszystko jest tak przytłaczające. Nie wiem jak można było spojrzeć małemu, kochanemu Michasiowi w oczy i go tak po prostu wyrzucić w kartonie. On w tamtej chwili bardzo potrzebował wsparcia od swoich opiekunów, a oni postanowili pozbyć się problemu. Jak tak można?
W tej chwili Michaś nie ma już nikogo, został sam. Jego życie zależy od Waszego zaangażowania, bez Was nie uda mi się go ocalić… Tak bardzo się tego boję. Przyjaciele, każda złotówka może go uratować! Każde udostępnienie jest dla niego równie ważne! Błagam Was, otwórzcie swoje serca i nie bądźcie obojętni na jego cierpienie.