Aktualizacja 20.06.2025
Malina wciąż przebywa w klinice. Niestety jeszcze nie może wychodzić na dwór — otwarta rana nadal wymaga codziennej opieki i ścisłego nadzoru, by uniknąć zakażenia. Ale mamy dla Was dobre wieści!
Proces gojenia postępuje w naprawdę szybkim tempie. Z każdym dniem widać coraz większą poprawę. Sami popatrzcie na zdjęcia — to, co jeszcze niedawno wydawało się niemal nie do uratowania, dziś wygląda zdecydowanie lepiej. Rana zabliźnia się, tkanki się odbudowują, a Malina dzielnie znosi wszystkie zabiegi.
Dziękujemy Wam, że jesteście z nią.
Prosimy, bądźcie dalej częścią tej walki.

Przekaż darowiznę z hasłem MALINA na konto:
RATUJĘ MALINĘ
882 088 834Wyślij SMS o treści
Aktualizacja 02.06.2025
Tyle się u nas dzieje… aż zapomnieliśmy o aktualizacji Maliny! A mamy się czym pochwalić – spójrzcie tylko, jaką drogę przeszła ta dziewczyna.
Tak wyglądała jej rana dwa tygodnie temu – głęboka i bolesna. A dziś? Rany na grzbiecie i na ogonie są już całkowicie zagojone! Największa rana jeszcze się do końca nie zamknęła, ale wszystko zmierza w dobrym kierunku. Proces gojenia idzie pięknie i daje ogromną nadzieję.
Malina ma apetyt i nabiera sił. Teraz może odpocząć.
Dziękujemy Wam z całego serca za każdą złotówkę, każde dobre słowo, każde udostępnienie.
Malina dziękuje – po swojemu, w ciszy. A my dziękujemy za nią – najgłośniej, jak potrafimy.
Prosimy, zostańcie z nią dalej.

JEJ HISTORIA
Malina pewnego dnia po prostu się pojawiła – zmęczona, głodna, zrezygnowana. Nie szukała kontaktu, nie lgnęła do ludzi. Była ostrożna, nieufna. Ale głód zaprowadził ją pod dom pewnej rodziny.
Nie mieli wiele, ale dali jej to, co mogli – miskę jedzenia, suche miejsce pod daszkiem i spokój. Próbowali nawiązać z nią kontakt, przekonać, że może zostać na dłużej, że tu będzie bezpieczna. Ale Malina była inna. Nie chciała więzi, nie szukała ciepła dłoni. Była dzika i niezależna, nie dawała się udomowić. Uciekała, gdy ktoś próbował się zbliżyć. Wracała tylko wtedy, gdy czegoś potrzebowała – jedzenia, odrobiny cienia, chwili wytchnienia.
Była wolnym duchem. Samotniczką.
Znikała na całe dni, wędrowała. A potem znów pojawiała się – chuda, brudna, czasem z raną, czasem tylko na chwilę. Nigdy na długo. Nigdy naprawdę „z nimi”.
Aż któregoś dnia… nie wróciła.
Jeden z sąsiadów powiedział, że niedaleko leży jakiś pies… Rodzina pojechała zobaczyć czy to ona. Okazało się, że tak. Była ledwo żywa. Czołgała się przez trawę, wycieńczona, poraniona, niemal nieprzytomna.To oni zawiadomili naszych wolontariuszy. Chcieli pomóc, ale nie mieli środków finansowych na klinikę oraz nie mieli umiejętności podejścia do takiego psa.
Malina została przewieziona do lecznicy. Diagnoza była poważna: liczne rany kąsane na grzbiecie i w pachwinie, zainfekowana rana, wyrwane fragmenty tkanek. Cierpiała. Cierpiała fizycznie i psychicznie, a mimo to pozwoliła sobie pomóc. Może dlatego, że nie miała już siły walczyć. Może dlatego, że w tym jednym momencie w końcu zaufała. Teraz wszystko w naszych rękach. Potrzebujemy środków na jej pobyt w klinice, leczenie, diagnostykę, opatrunki i czas. Czas, który pozwoli jej dojść do siebie – na własnych zasadach.
Malina nie jest typowym psem do przytulania. To nieufna, cicha dusza, która zawsze chodziła własnymi drogami. Ale jej życie jest równie cenne, jak życie każdego innego, przytulaśnego i ułożonego psa.
Prosimy, pomóżcie nam dać Malinie szansę na przeżycie.
Każda złotówka to krok ku leczeniu. Każde udostępnienie to większa szansa, że ktoś usłyszy jej historię.
Nie pozwólmy, by jej walka zakończyła się w ciszy.
Dla Maliny. Dla wolnego ducha, który nigdy nie należał do nikogo – ale który zasługuje na życie, jak każdy z nas.