Twoja pomoc ratuje życie
MBANK PL44 1140 2004 0000 3502 8321 7016
SWIFT/BIC BREXPLPWMBK

Aktualizacja 30.04.2026

Hektor przeszedł zabieg mający na celu zatrzymanie krwawienia z okolic narządów płciowych. To był konieczny krok, by dać mu szansę na dalsze leczenie i powrót do zdrowia. Ale przed nim wciąż bardzo trudna droga…

Personel medyczny mierzy się z dużym wyzwaniem – Hektor jest psem półdzikim. Nie ufa ludziom. Sam zdejmuje sobie szwy, gryzie wszystko wokół i reaguje agresją na każdy kontakt. Warczy, szczeka, broni się całym sobą. Nie pozwala się pogłaskać, wyczesać ani nawet spokojnie podejść. To nie jest „trudny pies”. To pies, który prawdopodobnie nigdy nie poznał dobra ze strony człowieka. A może wręcz przeciwnie – poznał tylko to, co najgorsze…

Leczenie piroplazmozy nadal trwa. Każdy dzień to walka – nie tylko o jego zdrowie fizyczne, ale też o przełamanie strachu, który w nim siedzi. Bo Hektor, mimo wszystko, zasługuje na to samo co inne psy: na bezpieczeństwo, opiekę i szansę na spokojne życie ❤️

Takie psy nie są „problematyczne”. One są zranione – i potrzebują czasu, cierpliwości oraz ogromu serca. Nie wiemy, co dokładnie go spotkało. Ale wiemy jedno – teraz to od nas zależy, czy jego historia zacznie się zmieniać.

🙏 Prosimy o wsparcie dla Hektora. Każda pomoc to krok bliżej do dnia, w którym przestanie się bać.

Przekaż darowiznę z hasłem HEKTOR na konto:

MBANK: PL44 1140 2004 0000 3502 8321 7016
SWIFT/BIC: BREXPLPWMBK
FUNDACJA KUBUSIA PUCHATKA
Adama Mickiewicza 3D/2, 57-100 Strzelin

RATUJĘ HEKTORA

wybierz kwotę

lub

wybierz kwotę

882 088 834

Wyślij SMS o treści

HEKTOREK
NA NUMER 7420(KOSZT 4,92 PLN)
NA NUMER 7901(KOSZT 11,07 PLN)
I KUP TAPETĘ

JEGO HISTORIA

Telefon rozbrzmiał nagle. Zgłoszenie od ludzi, którzy nie przeszli obojętnie: na skwerze leży pies. Krwawi. Nie wstaje. Nie reaguje.
Nie wiadomo, ile czasu tam był. Nie wiadomo, ile godzin lub dni walczył sam ze sobą, bez sił, bez pomocy, bez zrozumienia.
Wiadomo tylko jedno – cierpiał w milczeniu, aż jego ciało nie mogło już dłużej udawać, że wszystko jest w porządku.

Kiedy wolontariusze dotarli na miejsce, zobaczyli obraz, którego nie da się zapomnieć. Na ziemi leżał zakrwawiony pies – lękliwy, przerażony, niezdolny zaufać człowiekowi na tyle, by poddać się bez oporu. To nie była łatwa interwencja. Jego ciało było wycieńczone do granic możliwości. Drżał bez przerwy – z bólu, ze strachu, z całkowitego wyczerpania. Każdy ruch sprawiał wrażenie wysiłku ponad  siły. A jednak w jego oczach wciąż tliło się coś trudnego do opisania – cicha, rozpaczliwa prośba o ratunek.

Natychmiast został zabezpieczony i przewieziony do kliniki weterynaryjnej. Tam zaczęła się walka o jego życie. Lekarze nie mieli wątpliwości – jego stan był bardzo ciężki. Silne krwawienie z okolic narządów płciowych i tylnej części ciała.

Wysoka gorączka sięgająca 41,5°C. Stan zapalny. Był skrajnie wycieńczony. Lekarze zdiagnozowali u niego piroplazmozę – chorobę, która tłumaczy część jego cierpienia.
To choroba, która niszczy od środka. Która zabiera siły, krew, życie. Która bez szybkiej pomocy staje się wyrokiem.

Lekarze podjęli natychmiastowe działania – leki przeciwbólowe, przeciwkrwotoczne, intensywna terapia ratująca życie.
Każda minuta była walką o to, by jego organizm nie poddał się całkowicie.

Przed nim wciąż bardzo trudna droga – dalsza diagnostyka, hospitalizacja, leczenie piroplazmozy i konieczne zabiegi.
Jego ciało jest słabe, ale on wciąż trwa. Wciąż walczy, choć nie rozumie, dlaczego tyle bólu spotkało właśnie jego.

Nie wiemy, jak długo cierpiał wcześniej. Nie wiemy, gdzie był, kiedy wszystko się zaczęło.
Wiemy tylko, że został znaleziony w momencie, kiedy każda kolejna godzina mogła być tą ostatnią.
I wiemy jeszcze jedno – zwierzęta same nie poproszą o pomoc.
Nie zadzwonią do lekarza. Nie powiedzą, że coś je boli. Nie wskażą miejsca, w którym trzeba je uratować.
Mogą tylko czekać. Czekać na człowieka, który zauważy, że cierpienie nie powinno trwać w samotności.

On miał szczęście, że ktoś go zobaczył. Że ktoś się zatrzymał. Że ktoś wezwał pomoc.
Ale sama interwencja to dopiero początek. Teraz potrzebuje nas wszystkich.

Potrzebuje leczenia, dalszej hospitalizacji i specjalistycznej opieki. Potrzebuje pomocy, by jego ciało mogło się odbudować, a ból wreszcie ustąpić.

Błagamy – pomóżcie nam go uratować. Każde wsparcie to krok w stronę życia.
Każda złotówka to szansa na to, że ten pies nie będzie już cierpiał sam.
Że jego historia nie skończy się w ciszy i bólu, ale stanie się historią o ratunku, o ludzkiej dobroci, o drugiej szansie.

Wierzymy, że są jeszcze ludzie, którzy potrafią zatrzymać się na chwilę i zobaczyć w zwierzęciu nie „przypadek”, ale istotę, która czuje tak samo mocno jak my – strach, ból i nadzieję.

On już walczy. Teraz my musimy zawalczyć o niego.