Aktualizacja 29.08.2025
Tak bardzo chcieliśmy, by Twoja historia miała inne zakończenie. Walczyliśmy o Ciebie wszyscy – lekarze, wolontariusze, ludzie, którzy od pierwszej chwili zdążyli Cię pokochać. Niestety, mimo szybkiej reakcji i ogromnych starań, nie udało się Ciebie uratować. Substancje, w których szukałaś ulgi przed słońcem, okazały się bezlitosne. Zaatakowały Twoje narządy wewnętrzne, a Twoje ciało nie dało już rady walczyć. Traciłaś oddech, nie mogłaś zaczerpnąć powietrza, aż w końcu – spokojnie, w otoczeniu dobrych ludzi – zasnęłaś na zawsze. Jest nam niewyobrażalnie przykro. Wierzyliśmy, że dasz radę, że jeszcze zobaczysz, jak to jest żyć bez bólu, w cieple i trosce. Choć ta droga była krótka, zdążyłaś zostawić ślad w naszych sercach. Byłaś dzielna, piękna i wyjątkowa. Teraz jesteś już za Tęczowym Mostem. Wierzymy, że biegasz szczęśliwie, wolna od cierpienia, a każdy krok prowadzi Cię ku miłości, której tak bardzo byłaś spragniona. Już nic Cię nie boli, Hariet.
Żegnaj, nasza dzielna suniu. Kochaliśmy Cię i zawsze będziemy pamiętać.

Przekaż darowiznę z hasłem HARIET na konto:
RATUJĘ HARIET
882 088 834Wyślij SMS o treści
JEJ HISTORIA
Hariet… bezbronna sunia, która próbowała znaleźć dla siebie odrobinę cienia. Chowała się między garażami przed palącym słońcem. I znalazła schronienie – ale jak strasznie niefortunne… Leżała tam, gdzie ktoś wylał olej, smar, może inne chemikalia. Dla niej to było miejsce odpoczynku, dla jej ciała – dramat i ogromne cierpienie.
Znaleziono ją w tragicznym stanie. Jej futerko było posklejane i brudne, pełne resztek tej śmiercionośnej substancji. Rana na ranie, zaczerwienione oczy, ciężki oddech… a pod zaschniętą skorupą brudu i bólu – ona, żywa istota, która nie miała siły już walczyć.
W klinice, gdy zaczęto ją kąpać i oczyszczać, oczom lekarzy ukazał się jeszcze gorszy obraz – liczne rany, ślady chemicznych oparzeń na brzuchu, dosłownie dziury w skórze. Do tego duży, nabrzmiały brzuszek i niemoc – Hariet nie była w stanie ustać na tylnych łapkach. Dodatkowo na jej ciele robaki urządziły sobie ucztę, dosłownie pożerały ją żywcem. Żal, rozpacz, bezradność – i ogromny gniew to emocje, które nam towarzyszą. Bo to nie powinno się wydarzyć. Pies nie wie, że taka kałuża to trucizna. Człowiek ominie, a on… położy się, ufając, że znalazł choć chwilę ulgi.

Cenę za zaufanie zapłaciła Hariet…
Teraz sunia walczy o życie pod opieką lekarzy. Musi pozostać w klinice, potrzebuje całodobowej opieki, żeby rany były na bieżąco przemywane i opatrywane. Musi zostać wzmocniona dobrej jakości karmą i suplementami. Potrzebuje tego, czego w ostatnim czasie była pozbawiona – troski i miłości.
Błagamy Was o wsparcie dla niej. Sami nie uniesiemy kosztów jej pobytu w klinice i leczenia. Prosimy, pomóżcie nam dać Hariet szansę na życie bez bólu. Ona tak bardzo zasługuje, by choć raz w życiu ktoś stanął po jej stronie.