Aktualizacja 17.11.2025
Gizmo… Twoje zmęczone, poranione maleńkie serduszko nie dało rady.
Lekarze robili wszystko, co mogli, walczyli o Ciebie.
Ale Twój organizm był zbyt wyczerpany po latach samotnej walki.
Ogrom serca włożony w Twoją opiekę… nie wystarczył, by zatrzymać Cię tutaj na ziemi.
To dla wszystkich bardzo trudne.
Ale trzymamy się jednej myśli, Gizmo… że teraz tam, za Tęczowym Mostem nic Cię nie boli, że biegniesz lekko, w cieple i świetle, z pełnym brzuszkiem, z oczami, które wreszcie nie są smutne.
Odrobinę ukojenia daje nam myśl, że w ostatnich chwilach nie byłeś sam, że mogłeś zasnąć spokojnie, czując dotyk ludzi, którzy chcieli dla Ciebie tylko dobra.
Że odszedłeś otoczony troską, a nie zapomniany na zimnym osiedlu.
Chociaż Twoja historia była krótka… na zawsze zostanie w naszych sercach.
Żegnaj, malutki.

Przekaż darowiznę z hasłem GIZMO na konto:
RATUJĘ GIZMO
882 088 834Wyślij SMS o treści
JEGO HISTORIA
Nasi zaprzyjaźnieni wolontariusze otrzymali zgłoszenie, że od kilku dni na jednym z osiedli błąka się bezpański pies. Zjawili się na miejscu, a to, co zobaczyli, złamało serca nawet najbardziej doświadczonych z nich.
Gizmo… wychudzony, z żebrami widocznymi spod skóry, a pazury tak długie, że każdy krok sprawiał mu ból. A jego wzrok… błagalny, smutny, pełen rezygnacji. Jakby już dawno przestał wierzyć, że może być dobrze.
Został zabrany do kliniki weterynaryjnej.
Lekarze nie mieli wątpliwości, kiedy pojawił się w klinice jego stan był zagrażający zdrowiu i życiu. Świszczący oddech, zaburzony rytm serca, anemia, stan zapalny organizmu. Do tego wychudzenie, odwodnienie, pasożyty, pchły – typowe objawy psa, który zbyt długo musiał walczyć o przetrwanie sam.
Ale Gizmo już nie jest sam.
Dziś jest w ciepłym miejscu, gdzie po raz pierwszy od dawna może spokojnie zasnąć. Gdzie nikt go nie skrzywdzi, gdzie dostał ciepły koc i dotyk dłoni, które niosą dobro, nie ból.
Żeby ta droga zakończyła się szczęśliwym końcem potrzebne jest dalsze leczenie, diagnostyka, leki, suplementy, dobra karma, opieka weterynaryjna. Niestety musi pozostać w klinice. Wszystko, by mógł odzyskać siły i zrozumieć, że jego życie może wyglądać inaczej — że człowiek potrafi kochać.
Gizmo miał szczęście w nieszczęściu — został znaleziony tuż przed zimą. Gdyby został tam jeszcze trochę, mróz mógłby zabrać kolejne bezbronne serduszko.
Nie pozwólmy, by cierpiał dłużej.
Pomóżmy mu wspólnie uwierzyć, że świat potrafi być dobry. Że może mieć pełny brzuszek, spokojny sen i bezpieczne miejsce, które nazwie domem.
Każda, nawet najmniejsza wpłata, to cegiełka w jego walce o życie.
W imieniu Gizmo, który nie potrafi prosić o pomoc słowami – prosimy Was z całego serca.
On mówi tylko oczami. Tym smutnym, cichym spojrzeniem, które woła: „Nie odchodź, pomóż mi…” ❤️