POSZŁA DO PIWNICY PO SŁOIK OGÓRKÓW. PRZY ŚCIANIE ZNALAZŁA KONAJĄCEGO PSA 💔

Aktualizacja 02.10.2026
NAJGORSZE CHYBA JUŻ ZA NAMI. WRESZCIE JESTEŚMY O BAREGO SPOKOJNIEJSI. ❤️
Jeszcze nie możemy powiedzieć, że wszystko jest dobrze. Jeszcze nie czas na wielką ulgę i otwieranie szampana z radości. Ale po tym wszystkim, co wydarzyło się z Barrym, wreszcie pojawił się w nas ten wewnętrzny spokój. Jesteśmy o niego dużo spokojniejsi.
Najgorsze chłopak naprawdę ma już za sobą.
I przy całym tym nieszczęściu Barry miał niewiarygodnie dużo szczęścia. Bo wiecie, co właściwie go uratowało?
Sałatka jarzynowa. 😂❤️
A dokładniej – brakujące do niej ogórki.
Gdyby ktoś nie postanowił zejść do piwnicy po słoik ogórków, Barry mógłby nie zostać znaleziony na czas. Czasami życie naprawdę pisze scenariusze, których sami nie bylibyśmy w stanie wymyślić. Tym razem zwykły słoik ogórków sprawił, że ktoś znalazł konającego psa dokładnie wtedy, kiedy można było jeszcze rozpocząć ratowanie.
Dzisiaj Barry zaczyna dochodzić do siebie. ❤️
Na tę chwilę nie ma informacji, aby któryś z jego narządów został poważnie uszkodzony przez truciznę. Najbardziej ucierpiała wątroba i to właśnie ona będzie teraz potrzebowała wsparcia. Barry będzie przyjmował leki wspomagające jej pracę i pozostanie pod opieką.
Ale pierwszy raz możemy powiedzieć: naprawdę jesteśmy o niego spokojniejsi.
Teraz chłopak potrzebuje już przede wszystkim czasu. Dobrego jedzenia, witamin, mikro- i makroelementów, odpowiedniej karmy, leków wspomagających wątrobę, opieki i całej masy miłości. ❤️
I mamy ogromną nadzieję, że jeszcze trochę i Barry będzie jak nowy.
A TO WSZYSTKO UDAŁO SIĘ ZROBIĆ TAKŻE DZIĘKI WAM.
Kiedy zadzwonił telefon, nie było czasu na zastanawianie się, kalkulowanie kosztów ani czekanie. Wiedzieliśmy, że mamy Wasze wsparcie i możemy działać natychmiast. Lekarz mógł ruszyć na miejsce i rozpocząć ratowanie Barego dokładnie tam, gdzie został znaleziony.
Gdybyśmy wtedy stracili czas, ta historia mogłaby mieć zupełnie inne zakończenie.
Dzisiaj zamiast tego patrzymy na chłopaka, który zaczyna dochodzić do siebie.
I chyba już nigdy nie spojrzymy na słoik ogórków i sałatkę jarzynową tak samo. 😂❤️
Barry, chłopaku… teraz już tylko zdrowiej. Resztą zajmiemy się my. ❤️
HistoriaPrzekaż darowiznę z hasłem Barry na konto:
PKO BANK POLSKI: PL55 1020 5226 0000 6002 0827 0375
SWIFT/BIC: BPKOPLPW
MBANK: PL44 1140 2004 0000 3502 8321 7016
SWIFT/BIC: BREXPLPWMBK
Fundacja Kubusia Puchatka
Adama Mickiewicza 3D/2, 57-100 Strzelin
Forma płatności
Potwierdź płatność w banku
Otwórz aplikację mobilną swojego banku i zatwierdź płatność. Masz na to około 60 sekund.
Przelew na telefon
- Otwórz aplikację mobilną swojego banku, kliknij w ikonę BLIK i wybierz Przelew na telefon
- Wpisz numer telefonu naszej fundacji
882 088 834 - Podaj kwotę wsparcia, potwierdź dane i zaakceptuj mobilną autoryzacją
Wybierz kwotę wsparcia
Zeskanuj kod w aplikacji swojego banku
Zeskanuj kod w aplikacji swojego banku
Zeskanuj kod w aplikacji swojego banku
Zeskanuj kod w aplikacji swojego banku
Zeskanuj kod w aplikacji swojego banku
Zeskanuj kod w aplikacji swojego banku
Poznaj historię

Wczoraj miało to być zwykłe zejście do piwnicy. Po słoik ogórków. Kilka minut i powrót do domu. Zamiast tego przy ścianie znalazła psa. Barry skowyczał, przeraźliwie dyszał i wył wniebogłosy. Wszystko wskazywało na jedno – najprawdopodobniej zjadł trutkę.
Telefon przyszedł dosłownie w ostatniej chwili. W momencie, kiedy można było jeszcze podjąć walkę o jego życie. Nie było czasu na czekanie. Lekarz został natychmiast wysłany na miejsce. I tam, na podłodze, na brudnym posłaniu rozpoczęła się walka o życie Barego.
W takich chwilach nie liczą się sterylne warunki. Nie liczy się miejsce ani to, co jest dookoła. Liczy się tu i teraz. Liczy się życie.
Tak samo jak przy wypadku – jeśli człowiek albo zwierzę potrzebuje natychmiastowej pomocy, ratuje się tam, gdzie właśnie się znajduje. Nie czeka się na idealne warunki, bo czasami o wszystkim decydują minuty. Ratowanie życia jest wtedy jedynym priorytetem.
Dlatego Barry został odtruty jeszcze na miejscu. Na tej podłodze, w tej piwnicy, rozpoczęła się walka, która dała mu szansę przetrwać pierwszą, kluczową noc. Potem trafił do kliniki.
DZIŚ JEST JUŻ PO PIERWSZEJ, KLUCZOWEJ NOCY. I NADAL JEST Z NAMI. ❤️
To ogromna ulga, ale jeszcze nie możemy powiedzieć, że wszystko będzie dobrze.
Jego organizm jest intensywnie nawadniany, lekarze starają się wypłukać pozostałości toksyn, podawane są leki oraz wszystko, czego potrzebuje teraz osłabiony organizm. Przed nami najtrudniejsze oczekiwanie.
Musimy sprawdzić, jak bardzo trucizna zdążyła się wchłonąć i jakie pozostawiła po sobie szkody. Czy ucierpiała wątroba, nerki lub inne narządy. Czy wszystkie będą prawidłowo pracować i czy Barry będzie mógł wrócić do pełni sił. Najbliższe dni dadzą nam odpowiedź.
Barry miał niewiarygodne szczęście. Ktoś akurat wczoraj zszedł do tej piwnicy. Ktoś go znalazł. Ktoś zadzwonił. A lekarz mógł natychmiast ruszyć i rozpocząć ratowanie jeszcze na miejscu. Te minuty mogły dać Baremu życie.
Nie wiemy, czy ktoś pozostawił truciznę w miejscu, do którego miał dostęp, czy Barry przypadkiem znalazł i zjadł trutkę na szczury. Być może nigdy się tego nie dowiemy. Ale mamy wpływ na to, co stanie się z nim teraz.
Przed nim kolejne dni w klinice, badania, kontrolowanie pracy narządów, kroplówki, leki i dalsza diagnostyka. To wszystko oznacza kolejne koszty, które trzeba będzie opłacić.
Dlatego bardzo prosimy o pomoc dla Barego. Dzięki Waszemu wsparciu wczoraj mogliśmy powiedzieć tylko jedno: „Jedźcie. Ratujcie go natychmiast”. Bez tracenia kolejnych bezcennych minut.
Pierwszą, kluczową noc Barry ma za sobą.
TERAZ MUSIMY ZROBIĆ WSZYSTKO, ŻEBY SZANSA, KTÓRĄ WCZORAJ DOSTAŁ, ZAMIENIŁA SIĘ W ŻYCIE.
Trzymajcie za niego kciuki. Ten chłopak jeszcze nie skończył swojej walki. ❤️




Bądź na bieżąco!
Zapisz się do newslettera.